Zwykle zaczyna się niewinnie. Jedna paczka kupiona „na zachętę”, potem pudełko po butach pełne kart, a po kilku tygodniach przy kolacji padają pytania, czy Haaland jest rzadszy od Mbappé i skąd kolega z ławki ma błyszczącego Charizarda. Karty kolekcjonerskie wróciły do szkolnych szatni z siłą, jakiej wielu rodziców się nie spodziewało. Dobra wiadomość jest taka, …














